sobota, 25 lipca 2015

Imre Kertész Los utracony - o nie piekle obozów koncentracyjnych

Imre Kertész Los utracony - o nie piekle obozów koncentracyjnych



Imre Kertesz, Los utracony, tłum. Krystyna Pisarska, W.A.B., Warszawa 2002


Wiem - wakacje to może nie najlepsza pora na trudne tematy. Ale jeśli to Was nie odstrasza, być może sięgnięcie po tę lekturę. Los utracony Imrego Kertésza to opowieść o węgierskim chłopcu pochodzenia żydowskiego, który w czasie II wojny światowej trafia do różnych niemieckich obozów koncentracyjnych. 

Ta książka przykuwa uwagę od samego początku, choćby z uwagi na fakt, iż narratorem jest nastoletni chłopak - Gyorgy Koves - trochę naiwny, ufny, postrzegający rzeczywistość w jaśniejszych barwach niż na to wskazują wydarzenia. Wzbudza naszą sympatię i jednocześnie współczucie.

Poznajemy go w sytuacji, gdy relacjonuje swoje pożegnanie z ojcem. Niestety jego tata został wezwany do obozu pracy i wkrótce opuści swój dom. W tym czasie młody chłopak ma zaopiekować się swoją macochą. To już prawdziwie męskie zadanie dla nastolatka.

Niedługo później nieoczekiwanie sam zostaje zatrzymany na ulicy przez żandarmów w trakcie swojej codziennej podróży do zakładu.  Początkowo nie dostrzega w tej sytuacji nic strasznego. Ale gdy zamykają się drzwi, gdy po kilku dniach zostaje zapakowany do bydlęcego wagonu, zaczyna docierać do niego, że do domu już nie wróci. Niemców nie potrafi  postrzegać jako wrogów, czy potworów. Widzi ich jako eleganckich panów w mundurach, którzy wykonują rozkazy.

Jego relacja z przygotowań do podróży do obozu w Auschwitz wydaje nam się jakby znajoma z literatury. Kto pamięta opowieść Marka Edelmana o ludziach, którzy szli do wagonów z bochenkiem chleba, od razu zauważy podobieństwo do słów młodego Węgra. Inny kraj, inne miasto, ale te same schematy postępowania z ludźmi - Żydami, Polakami, Cyganami. 
Imre Kertész nie epatuje okrucieństwem, nie jest tak dosadny jak Borowski. Ta sama scena rozładunku inaczej wygląda w oczach nastolatka Kovesa, a inaczej widzi ją Tadeusz Borowski przyjmujący na stacji pociągi wypełnione dziećmi, młodymi i starcami. Ten już wiedział już, jaki będzie dalszy plan postępowania.

Młody piętnastoletni Żyd nie posiada tej wiedzy. Wciąż naiwnie wierzy, że trafili w piękne miejsce - w końcu są tu ładne alejki, boisko do gry w piłkę - może się i z niego skorzysta? Za to jedzenie jest kiepskie - rozcieńczona kawa,  obrzydliwa rzadka zupa, której początkowo nigdy się nie je, jest czarny chleb i zwykła margaryna. Prawdę przyjmuje powoli - są tu też krematoria. Auschwitz to obóz zagłady. 

W tym miejscu na szczęście był tylko kilka dni. Potem znów wsadzono go do wagonu, znowu podróż trwała kilkadziesiąt godzin w zamkniętym wagonie, znowu brakowało wody do picia. Wreszcie trafia do Buchenwaldu i wreszcie do Zeitz. Kolejne doświadczenia sprawiają, że nie jest już tym naiwnym chłopcem, którym był w Budapeszcie. Staje się przedwcześnie dojrzałym mężczyzną, który z żalem zauważa, iż jego piękna jędrna skóra, stała się jakaś żółta i pomarszczona. Mimo wszystko nie narzeka na swój los, przyjmuje go z właściwym sobie spokojem. Słowa jego kolegi dodają mu otuchy, są jakąś nadzieją na przetrwanie:

Najważniejsze żeby się nie dać, zawsze jakoś to będzie, bo jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było... 

To opowieść bez patosu, napisana prostym językiem, wobec której nie można przejść obojętnie. Warto poznać.


PODOBNE:



PS. Dziękuję za odwiedziny i komentarze. Jeśli macie ochotę, udostępnijcie :)
Prześlij komentarz
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...