sobota, 28 lutego 2015

Birdman. Nie mylić z Batmanem

Birdman. Nie mylić z Batmanem
Źródło plakatu: diymag.com

Po internecie krąży filmik ukazujący smuteczek Michaela Keatona z gali rozdania Oscarów. Tylko nominowany. Przegrał z Eddiem Redmaynem wcielającym się w postać profesora z Teorii wszystkiego.  Jeszcze nie oglądałam. W każdym razie żal mi Keatona, gdyż naprawdę to, co zrobił w filmie Birdman zasługuje na uwagę.  Musiał sam od początku do końca stworzyć swoją postać.

O samym filmie nie powiem, że jest genialny, wyśmienity, wspaniały i musicie koniecznie  obejrzeć. Na pewno warto zaznajomić się z nim bliżej, warto poznać Birdmana. A już Oscar za najlepszy film 2014 powinien Was do niego przekonać.


Obraz Alejandro González Iñárritu z pewnością wymyka się wszelkim konwecjom. To historia dojrzałego aktora, którego sława nieco już przygasła. Wciąż ludzie pamiętają go jednak z jednej roli - superbohatera Birdmana. Skojarzenia z Batmanem jak najbardziej słuszne. Tym bardziej, że Michael Keaton był Batmanem (1989, starcie z bezwzględnym Jokerem), a Birdman jest jakby kolejną postacią z serii superhero. I w dodatku na ścianie garderoby Riggmana ten plakat łudząco podobny do Batmana.

Nie Birdman jest tu jednak najważniejszy, a aktor odtwarzający rolę Człowieka-Ptaka - Riggan Thomson. Birdman przysłużył mu się niewątpliwie. Uczynił go aktorem rozpoznawalnym, charakterystycznym i  zapewnił mu status gwiazdy -  celebryty. Tak było. Prawdą jest, że nic nie ma znamion wieczności, a sława przemija. Ludzie  prędzej czy później o tobie zapomną. Riggan Thomson chce znów przypomnieć światu o swoim istnieniu. Nie godzi się, by już odejść w cień. W dodatku marzy mu się spektakularny powrót na szczyt. Niech wszyscy znów o nim mówią. Najłatwiej byłoby znów wcielić się w postać Birdmana. Czy po raz kolejny dać mu szansę  i w ten sposób znleźć się na świeczniku? To byłoby zbyt proste. To prawie jak krok desperata. Ale zerwać z Birdmanem wcale nie jest łatwo. Pokusa jest bardzo silna, bo "skrzydlaty" wciąż siedzi w jego głowie i staje się jakby jego alter ego. 
Rozwieść się raz na zawsze z Birdmanem i wykreować taką postać, by znów usadowić się na piedestale. Riggan ma na to pewien pomysł.  Tym razem podchodzi do zadania bardzo ambitnie. Wymyślił sztukę, której główny bohater ma mu dać to, czego najbardziej pragnie. Ale musi mieć do tego odpowiednie tło, oprawę, by ponownie zabłysnąć. Tylko dzięki zatrudnieniu właściwych aktorów do swojej sztuki może osiągnąć sukces. Jego agent - Jake (Zach Galifianakis) dwoi się i troi, aby ściągnąć na deski teatru  niepokornego i kapryśnego Mike'a Shinera (Edward Norton - nominowany do Oscara za rolę drugoplanową). Zdecydowanie nie po drodze tym dwóm osobnikom. Starcie silnych osobowości, z których każda  chce grać pierwsze skrzypce, daje na przemian efekt komiczny i tragiczny.
Są również kobiety domagające się uwagi Riggana. Obecna partnerka - Laura (Andrea Riseborough) bombardująca go informacją o ciąży, była żona - Sylvia (Amy Ryan) i córka - Sam (Emma Stone) mająca problemy z odnalezieniem dla siebie właściwego miejsca.  Diagnoza Sam (doskonała kreacja Emmy Stone - nominowana do Oscara za drugoplanową rolę kobiecą) odnośnie działań podejmowanych przez ojca jest w stu procentach trafiona. Tak, on, podobnie jak inni ludzie, chce  po prostu poczuć się ważnym, dopomina się jedynie odrobiny uwagi dla siebie.

Coś jakby drgnęło - już staje się modny - tysiące odsłon filmiku wrzuconego do sieci przez Sam z byłym Birdmanem w roli głównej, przechadzającym się po mieście w stroju prawie że Adama. Mimo woli stał się gwiazdą Internetu.  Jak to przełoży się na sztukę, którą wystawia na Broadwayu?
  
Akcja filmu rozgrywa się w jednym miejscu - w labiryntach broadwayowskiego teatru, ciasnych, zwykle ciemnych klitkach- garderobach, nijakich korytarzach, na scenie i w przestrzeni tuż przed teatrem i nad teatrem. Świetne ujęcia Birdmana obserwującego miasto z góry, kamery pokazującej scenę od kulis i wreszcie zdjęcia na dachu teatru, gdzie wybrzmiewają słowa wypowiadane przez Mike'a i Sam.

Dołóżcie do tego psychodeliczne rytmy perkusji - motyw przewodni ścieżki dźwiękowej filmu i otrzymacie obraz, przed którym nie da się przejść obojętnie. W dodatku perkusista nie raz Was nawiedzi co i róż pojawi się na chwilę w kadrze, wybijając ten sam niepokojący rytm. 

Niepokojące, mocne, uniwersalne kino. Zakończenie z pewnością Was zaskoczy. Obawiam się jednak, że Birdman Iñárritu zadowoli jedynie pasjonatów. 

Podobne: 




Prześlij komentarz
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...