sobota, 27 września 2014

Na skraju jutra/Edge of Tomorrow, czyli misja "uratuję cię Ziemio"

Na skraju jutra/Edge of Tomorrow, czyli misja "uratuję cię Ziemio"
zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.filmweb.pl/film/Na+skraju+jutra-2014-577622/photos/489056

Na skraju jutra/Edge of Tomorrow 2014

Męskie kino akcji, coś dla wielbicieli science-fiction i gier komputerowych. Tak w kilku słowach - kluczach można określić film Na skraju jutra
Od razu wyjaśniam, iż nie jest to gatunek filmu, który ubóstwiam. Reżyser filmu (znany chociażby z Tożsamości Burne'a) tym razem zabrał się za adaptację książki All you need is kill autorstwa Hiroshiego Sakurazaki. Utworu nie znam, więc nie będę się do niego odnosiła. Co ciekawe, istnieje również mangowa wersja opowieści Sakurazaki. 
Główny bohater  Na skraju jutra - major Cage otrzymuje do wykonania nie lada zadanie - musi ocalić świat przed atakiem obcych potworów. Nim dojdzie do ostatecznej rozgrywki, bohater kilkanaście razy umrze i kilkanaście razy odrodzi się,  przejdzie szkolenie, nota bene pod okiem pięknej super wojowniczki o imieniu Rita, aby stać się pogromcą tysiąca bestii i zbawicielem świata. Jego misja rozpoczyna się  niecodziennie - od konfliktu z przełożonym, który za karę wysyła go na front. Cage trafia do jednostki dowodzonej przez starszego sierżanta Farella i jak każdy inny  żołnierz zostaje od razu wysłany na pole walki. Nim jednak to nastąpi musi przywdziać na siebie super mundur - szkielet, który uczyni zeń herosa. Herosa jeszcze nieco nieporadnego, bo niepotrafiącego w pełni skorzystać z wszystkich możliwości owego dość osobliwego ubranka. 

Pierwsze starcie z przeciwnikiem wydaje się być ostatnim, gdyż bohater ginie w czasie potyczki z monstrum. Przynajmniej tak nam się wydaje. Tym razem nie umiera, ale budzi się ponownie w momencie swojego przyjazdu do kwatery wojskowej. Cage przeciera oczy ze zdumienia i próbuje ponownie wyjaśnić sierżantowi, że jest majorem, a pobyt w tej jednostce ma być dla niego karą. Nic z tego,  nikt go nie słucha. Bohater wbrew swojej woli musi na nowo uczestniczyć w ponownym odtwarzaniu rzeczywistości, w której wcześniej się znajdował. Chce ugrać coś dla siebie i nieco wpłynąć na bieg zdarzeń. Wie jedno - aby się stąd wydostać, musi pokonać obcego.

Widz w zasadzie nie ma wyboru, na nowo musi się zmierzyć z wielokrotnym odtwarzaniem przez bohatera sytuacji, gdy ten przybywa do jednostki i trafia na front. Wielbiciele gier komputerowych będą usatysfakcjonowani, ponieważ bohater filmu będzie miał kolejne życie i kolejną szansę na zrealizowanie celu. Za każdym razem jednak Cage będzie szedł nieco dalej i będzie próbował przyjmować inne rozwiązania. To mimo wszystko może wciągnąć.

Główna rolę w filmie zagrał Tom Criuse. Nie jestem fanką jego talentu, ale w tym wypadku chyba nie wyobrażam sobie nikogo innego w roli Cage'a.  Zresztą Cruise, jak już nie jeden recenzent zauważył, ma doświadczenie w tej materii - to nie jest jego pierwsza walka z obcymi na ekranach kinowych. Jego bohater jest bystry, od czasu do czasu potrafi błysnąć inteligentnym poczuciem humoru, szybko nabywa nowe umiejętności związane ze sztuką walki - szlifuje je w imponującej sali, stworzonej specjalnie w tym celu, by móc ostatecznie wygrać nierówną walkę z monstrualnymi potworami.  
Oczywiście i  w tym filmie pojawia się wątek miłosny. Musiało zaiskrzyć między Cage'em, a śliczną Ritą, która staje się jego przewodniczką w pętli czasu. Między bohaterami jest chemia,  jednak intymne relacje damsko-męskie zostały na szczęście jedynie zarysowane kilkoma ujęciami, co jest bardziej naturalne w sytuacji, gdy bohaterowie nie mają wiele czasu, bo przecież misja zbawiania świata nie może czekać.
Dobre kino akcji, nie obędzie się bez efektów specjalnych. I w obrazie Na skraju jutra ich nie zabrakło. Wypadają one dość wiarygodnie, nie przytłaczają, bo przecież pierwszą rolę mają tu odegrać postacie. 
Podkreślam, iż film nie zrobił na mnie piorunującego wrażenia, zresztą już wcześniej wspominałam, że jestem sceptycznie nastawiona do tego gatunku filmowego. Powiem za Gombrowiczem, iż mnie ten film nie zachwyca. Na pewno nie wynudziłam się, ponieważ każda scena niosła ze sobą coś zaskakującego. O dziwo dzieło z Cruise'em w roli głównej otrzymało dość wysokie oceny, więc być może skusicie się na misję specjalną pod tytułem " na ratunek światu". 

PS. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i dziękuję za wszystkie komentarze.
Prześlij komentarz
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...